niedziela, 20 stycznia 2013

I wanna watch you bleed- rozdział 10

W posiadłości szanownych Guns N' Roses :

Izzy:

Pisałem z Rosem pół nocy nową piosenkę przy winie. Wszyscy poszli w pizdu spać a ja, no właściwie głównie ja bo Axl się za bardzo w pewnym momencie wkurwił, ja cały czas twardo pisałem. No i słowa już mamy. Kurwa jestem geniuszem. No to teraz ta trudniejsza część a konkretniej muzyka. Tu już się panowie od roboty nie wywiną... nie ma tak dobrze. Rose już ma odloty i mi tu przysypia. A dobra pierdole idę spać.  Zabrałem kartkę z tekstem ze sobą do mojego pokoiku żeby przypadkiem nie wpadła w ręce tych pojebów.   Kiedy Lizzy poszła w cholerę z Duffem to Slash i Steven poszli do burdelu... jak oni to ujęli..." idziemy do burdelu się odprężyć i zrelaksować", tak tak to jakoś szło. A z reszta whatever. No także tego to ja idę spać. Chuj z tym że jest 9 rano, dzisiaj nie zamierzam nigdzie wychodzić. 

Gdzieś na Sunset Strip:

Duff:

Obudziłem się wtulony w MOJĄ słodką brunetkę. Jej spokojna została w pełni oświetlona przez promienie słońca, które beztrosko wkradły się do sypialni. Chyba zaczęło jej to przeszkadzam bo mruży powieki. Opuszkiem palca wskazującego przejechałem od jej szyi wzdłuż kręgosłupa zatrzymując się gdzieś w okolicy nerek i tak powtórzyłem tą czynność kilka razy aż odwróciła się do mnie przodem przykryta tylko złotawą płachtą.
-Dzień dobry piękna- szepnąłem i cmoknąłem ją w usta. Na jej twarzy zagościł uroczy uśmiech  wraz z nim towarzyszyły małe rumieńce które przyozdobiły jej już i tak rozgrzaną twarz promieniami słońca. Leniwie podniosła do góry powieki i spotkałem się z jej czekoladowymi tęczówkami zaledwie kilka centymetrów od moich. Lekko musnęła moje wargi. Nie żeby coś to nie ja zacząłem tylko ona!. Niewyżyta wariatka. Ale w sumie to dobrze. Znalazłem się nad nią. Jedną ręką przygwoździłem jej nadgarstki do poduszki za głowę. Druga ręka powędrowała do jej piersi. 

Lizzy:

Duff zabawiał się moimi sutkami a ja zajmowałam się jego ustami. 
-Co powiesz na ominięcie gry wstępnej- wyszeptał. Nie zdążyłam odpowiedzieć bo gwałtownie we mnie wszedł. Skubany tak mnie zaskoczył...nie spodziewałam się tak szybkiego obrotu akcji. Szubko się we mnie poruszał dając mi maksymalną dawkę rozkoszy ale i tak rozszerzyłam bardziej nogi i oplotłam nimi jego biodra. Nie wiem co we mnie wstąpiło ale zaczęłam krzyczeć i jęczeć jak jakaś wariatka. Duff dłonią zatkał mi usta po czym zaprzestał ruszać biodrami. Kretyn dusi w sobie śmiech jakby uprawianie seksu było dla niego śmieszne. 
-Nie musisz się powstrzymywać- powiedziałam i chciałam wyplątać się z jego ramion ale mi nie pozwolił i przygwoździł mnie jeszcze mocniej
-Nie uciekaj mi nie teraz kochanie- wymruczał po czym delikatnie i bardzo powoli wznowił wszystkie wykonywane przed chwilą czynności. Kurwa czemu on taki wolny?! Przecież ja tu za chwilę zwariuję. Moje ciche pojękiwania przeradzały się w coraz głośniejsze westchnienia tłumione pocałunkami. Spięłam mięśnie pochwy żeby dać mu więcej rozkoszy. W końcu on też jęczał i przyspieszył. Nasze oddechy stały się coraz bardziej niespokojne. Po parunastu minutach doszłam ale to jeszcze nie koniec. Duff wykonał jeszcze kilka mocnych pchnięć i sam doszedł. Rozluźniłam mięśnie kiedy poczułam w sobie jego spermę. Opadł na mnie całym swoim ciężarem ciała uniemożliwiając mi swobodne oddychanie. 
-Duff dusisz mnie- seksownie wymruczałam mu do ucha ostatkami sił. Mckagan wysunął się z mojego wnętrza i położył obok. Ogarnęło mnie uczucie błogości. Przymknęłam powieki i wsłuchałam się w jeszcze nie miarowe bicie mojego serca, którego bicie po woli wraca do normy. 
-Duff?
-Hmm...?
-Co teraz będzie...z nami?
-Co masz na myśli?- posmutniał ale ja głupia jestem
-No to znaczy... powiemy im?
-Komu?
-No jak to komu naszym pojebom- wyszczerzyłam się i położyłam głowę na jego klatce piersiowej i przydusiłam usta do jego żuchwy. 
-On i tak już się domyślili
-Cwaniaczki. Wiesz co.. jestem kurewsko głodna
-A ja cie kurewsko kocham
-Ja ciebie te z ale teraz idę zrobić coś do żarcia. - wygramoliłam się z łóżka. Naciągnęłam na siebie koszulę Duffa i poczłapałam do kuchni. Zrobiłam tosty francuskie a smakowite zapachy rozniosły się po całym mieszkaniu. 

-No wstawaj już musimy iść do nich i sprawdzić czy żyją- siłą próbowałam wypierdolić go z wyra.
-No daj mi jeszcze pięć minut kobieto
-To samo mówiłem pięć minut temu i kurwa pół godziny temu.
-Pięć minut- wycharczał spod poduszki
-Pierdole- powiedział pod nosem i poszłam w stronę łazienki uprzednio zabierając z szafy ubrania. Weszłam do kabiny prysznicowej i od razu zalałam się letnią wodą. Umyłam włosy avokadowym szamponem i dokładnie spłukałam całe ciało.  Poczułam duże łapska na talii. Obróciłam się i kogo zobaczyłam...? Nieogarniętego śpiocha
-Teraz przylazłeś?- nosem jeździł po mojej mokrej szyi mrucząc niczym kot. Zajebię go kiedyś...ale to kiedyś. Jego męskość ocierała się o moją kobiecość co wywołało u mnie małe dreszcze. Dostałam gęsiej skórki na całym ciele a ten znowu się tylko zaczął śmiać.
-Znowu się śmiejesz... tylko nie wiem z czego- delikatnie ale stanowczo go o siebie odepchnęłam i kontynuowałam relaksującą kąpiel. Jego zabłądziły gdzieś na moich pośladkach i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Wskoczyłam mu na biodra a on przyparł nas do ściany. Moja twarz znajdowała się na wysokości jego więc teraz swobodnie mogę spojrzeć mu w oczy. Wplotłam palce w jego mokre klaki. 
-No i co się tak gapisz hę?- spytałam
-Ja tylko podziwiam- wpił się w moje usta z czułością. Koniuszkiem języka rozchylił moje wargi i namiętnie penetrował moje podniebienie. Przyssał się do mnie jak jakaś cholerna pijawka. No to się chłopak zaangażował. Przygryzłam jego dolną wargę i odessałam się od mojej prywatnej pijawki.
-No i co byś teraz ode mnie chciał?- pytałam nadal patrząc mu w oczy. Nie czekając na moje pozwolenie wszedł we mnie zdecydowanym ruchem a moje ręce kurczowo się zacisnęły na jego karku. 


W posiadłości Gunsów:

Slash:

Głowa napierdala mnie niemiłosiernie ale pomimo wczesnej godziny postanowiłem wstać. W domu jest jakoś tak cicho co tutaj w cale normalne nie jest no ale to się wytnie. Wciągnąłem na dupę moje kochane slipki w miniaturki gitar i poszedłem do kuchni. Zastałem tam codzienny bałagan w postaci sterty naczyń w zlewie, wkopnąłem tylko butelki i puszki pod stół żeby się dostać do szafek. Narobiłem troszkę szumu przez co poczułem mocny ból w okolicach skroni. Wyciągnąłem z jednej szafki czystą szklankę nalałem wody i rozpuściłem w niej aspirynę. Wypiłem wszystko za jednym razem a później padłem na lekko rozjebane krzesło. Na piętrze słychać jakieś łomoty i różne tego typu hałasy ale co ciekawsze dało się też usłyszeć jęki czyjegoś orgazmu! Pierdolę. Idę spać

Dzień koncertu- Sobota
Godzina przed koncertem:

Lizzy:

-Duff do kurwy nędzy pośpiesz się bo na własny koncert się spóźnisz ciulu- wydarłam się na pół bloku 
-No chwila kicia zaraz idziemy
-No ja myślę! - usiadłam na kanapie i czekam na mojego chłopaka. Jesteśmy razem już prawie tydzień. Hudson cały czas nie wiadomo z jakiego powodu się z nas nabija a Izzy jakiś się zrobił taki bardziej przymulony jakby żył we własnym świecie. Siedzę i siedzę i siedzę... nosz kurwa ile można na niego czekać?! Pindrzy się dłużej niż ja. Pomogłam mu tylko trochę natapirować te jego nieokrzesane kudły i spryskałam je lakierem ale to było jakieś 20 minut temu. Co on tak długo robi w tej łazience?
Nerwowo zaczęłam stukać moimi koturnami z ćwiekami o panele i przy okazji nuciłam sobie pod nosem Metallikę. Po chwili mój chłoptaś raczył opuścić łazienkę i mogliśmy w spokoju wyjść z domu. Po drodze musimy jeszcze wstąpić po resztę Gunsów. 


Techniczny poszedł ich zaprowadzić do garderoby żeby się trochę przygotowali a zwłaszcza Axl który przez całą drogę do klubu skutecznie rozgrzewał swoje struny głosowe. Jego skrzek jest zajebisty ale po pewnym czasie bębenki same pękają. Wzięłam sobie z baru drinka i poszłam pod scenę gdzie już cały sprzęt był rozstawiony. Nie spodziewałam się że przyjdzie tyle ludzi. Slash poszedł do Barona i powiedział że sam zaprojektował ulotkę promującą. Szef jak to zobaczył to był wniebowzięty i wydrukował mnóstwo tego cholerstwa. Dwa dni to rozwieszaliśmy no ale poskutkowało. The Roxy prawie że pęka w szwach. Zbliża się 20 więc sporo ludzi zajęło już miejsca pod samą sceną gdzie byłam już ja. Nagle zgasły wszystkie światła. Jeden z pracowników zapowiedział zespół a po chwili rozbrzmiały pierwsze dźwięki do Welcome to the jungle i okrzyki Axla oznajmujące że znajdujemy się  dżungli. Śpiewałam razem z rudzielcem tyle że on wydzierał się do mikrofonu a ja śpiewałam sobie pod nosem. Później zagrali Out ta get me, następnie Mr. Brownstone. Publika wręcz szalała. Ludzie szybko łapali  refreny i darli się razem z szanownym Rosem. Slash latał po całej scenie, skakał razem z Mckaganem. Steven zacieszał za garami i widać tylko jego twarz i nieogarnięte kłaki. No a Izzy był tak skupiony na grze że nic do okola niego go nie interesowało. Co jakiś czas Duff szukał mnie wzrokiem a jak już znalazł to czułam się tak jakby czas się zatrzymał. Na koniec zagrali Nightrain. Wszystko przebiegło świetnie. Koncert się zakończył a miejsce Gunsów zajął jakiś DJ który puszczał w tle jakąś muzykę. Z przepustką pracownika bezproblemowo weszłam za kulisy i skierowałam się do garderoby. 

Chłopcy ochłonęli po występie i razem opuściliśmy klitkę i poszliśmy zająć jakiś stolik. Znaleźliśmy jeden jedyny przy toaletach. Nie zbyt przyjemne miejsce ale ważne że siedzące. Poszłam do baru po wódkę i Danielsy. Przywitałam się z kolegą z nocnej zmiany. Zaniosłam wszystko na stolik ale przypomniało mi się że zostawiłam na barze fajki. Chwyciłam moją zgubę i już chciałam wracać z powrotem ale po drugiej stronie barku zauważyłam dziewczynę która kogoś mi przypominała. Spotkałam się z jej spojrzeniem ale jak tylko mnie zauważyła to po protu uciekła. Zdałam sobie sprawę z tego kim ta dziewczyna było i szybko pobiegłam za nią. Otuliło mnie rześkie powietrze. Przed budynkiem jest masa wiary ale w tym tłumie zauważyłam uciekającą sylwetkę dziewczyny. Próbowałam ją dogonić i dopiero kiedy wpadła w ślepą uliczkę zdołałam ją zatrzymać żeby więcej mi nie uciekła. 

Duff:
-Widzieliście gdzieś Lizzy?- spytałem chłopaków
-A co już ci uciekła?- Slash i te jego docinki. 
-Poszła na chwilę do baru- odezwał się Steven
-No tak ale to było 10 minut temu- powiedziałem i poszedłem do baru. Spytałem Larego (kolega z nocnej zmiany) czy jej przypadkiem nie widział
-Przed chwilą wybiegła z klubu za jakąś dziewczyną.- odpowiedział i wrócił do klientów. Przez chwilę straciłem rozum ale jak sie ocknąłem wyszedłem przed bar. Nie zauważyłem jej. Ciekawe kogo ona zobaczyła. 

***


Z góry przepraszam za błędy no i dziękuję za te ponad 7 tysięcy wyświetleń :*

sobota, 19 stycznia 2013

I wanna watch you bleed- rozdział 9

Lizzy:

Po próbie usiedliśmy na kanapach. Na stole pojawiło się trochę alkoholu, fajek no a do chłopców przyszły jakieś pół nagie panie które później odpowiednio się nimi zajmą. Chłopacy bardzo chcą mieć Mckagana w zespole co wiąże się z tym że zaraz przeprowadzimy burzę mózgów odnośnie nazwy tego iż zespołu.
 godzin później:

-Dobra kurwa mam- wykrzyknęłam a oczy wszystkich skierowały się na mnie co mnie lekko skrępowało no ale to się wytnie- no więc co panowie byście powiedzieli na Guns N' Roses?- zapytałam. Axl wytrzeszczył oczy
-Jesteś genialna słonko- powiedział po czym dostał z otwartej dłoni Duff'a w tył głowy. - za co to debilu?- zapytał poirytowany rudzielec
-Tak profilaktycznie- zaśmiał się Mckagan i niepewnie spojrzał w moją stronę.

Trzy tygodnie później:



Wróciłam właśnie ze spaceru do swojego mieszkania przy Sunset Strip. Wiem wiem okolica nieciekawa bo hałaśliwa i pełna dziwnych ludzi ale znalazłam fajne mieszkanko i bardzo tanio. Kiedy Duff wprowadził się do posiadłości Gunsów.  Moje kontakty z nimi się trochę ograniczyły nad czym bardzo ubolewam ale dzisiaj idą do The Roxy gdzie pracuję jako barmanka od wczoraj bo akurat podpisałam umowę i jeszcze jakoś tak się złożyło że nie powiedziałam o tym chłopakom bo nie było jakoś szczególnie okazji. Ale oni często tam przesiadują więc chyba będziemy na siebie wpadać. No chyba że specjalnie będą unikać tego lokalu no ale trudno. Całkiem fajna robota gdyby nie napaleni klienci ale narzekać nie mogę. Ważne że będę miała stały przypływ gotówki w sumie jakby było kiepsko zawsze mogę się poratować pieniędzmi rodziców ale w sumie wolę trochę sama zarobić. Zamówiłam sobie pizze i czekając na dostawcę ogarnęłam trochę w domu. Po kilkunastu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Z czarnej torby z ćwiekami wyciągnęłam portfel a z niego banknot o nominale 10$. Otworzyłam drzwi i zamiast dostawcy pizzy zobaczyłam Slasha
-Hej.. o dzięki jakaś ty dobra- wyrwał mi z ręki banknot i posłał mi zadziorny uśmiech

-Co tu robisz?
-Idziemy dzisiaj do Roxy idziesz z nami?
-Ja...- nie no nie powiem mu teraz że tam pracuję- tak idę ale spotkamy się na miejscu
-Okej to do zobaczenia-odwrócił się na pięcie
-Ekhem Slash?
- No co tam kwiatuszku?
-Nie mów do mnie w ten sposób i oddaj kase kudłaczu- Saul niechętnie oddał mi 10 dolców i poszedł. Wróciłam do małego saloniku i włożyłam do gramofonu winyl z The Runaways  i w pełni oddałam się muzyce. W sumie za 2 godziny muszę iść już do pracy i czeka mnie 8 godzin ciężkiej harówki z mniej lub więcej obleśnymi typami. Po paru minutach usłyszałam kolejny już dzisiaj dzwonek do drzwi. Tym razem to był dostawca pizzy. Zjadłam połowę a resztę schowałam do lodówki. Założyłam gorset, czarne skórzane liginsy i 'firmową' koszulkę czyli bardzo obcisły top, do tego wysokie szpilki.


-Hej laluniu przynieś nam wódkę- ten to na serio należy do tych bardzie obleśnych! Posłałam mu wymuszony uśmiech i podałam to co chciał. Czystą ścierką przetarłam bar i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Do środka akurat wchodzili Gunsi. Zajęli wolne miejsca przy barze. Nawet mnie nie zauważyli. Stanęłam na przeciwko nich wszystkich
-Czołem panowie to co zawsze?- uśmiechnęłam się
-Co ty tu kurwa robisz?- spytał Slash
-Pracuję nie widać?
-Jak to... co kurwa? Jak to pracujesz? Czemu tutaj- spytał się Duff. Jakiś on dzisiaj taki przygnębiony, nieobecny i nieogarnięty no ale na razie nie wnikam. Muszę z nim dzisiaj pogadać i to bardzo szczerze bo już mnie bardzo męczy ta cała sytuacja między nami. Zupełnie przestał się do mnie odzywać. Nie odpowiedziałam mu na jego pytanie tylko poszłam na zaplecze i przyniosłam im butelki wódki i Daniels'a.
-Lizzy?- zaczął Duff a reszta poszła zająć stolik
-No co tam Duffy?- wzięłam szmatkę i wytarłam klejący się od alkoholu bar.
-Co się dzieje?- spytał niepewnie.
-Sama nie wiem ale czuję jak się od siebie oddalamy- oparłam głowę kilka centymetrów on niego i spojrzałam mu głęboko w oczy
-Możemy o tym porozmawiać później?
-Jasne- cmoknęłam go w policzek a on się uśmiechnął. Przyjdę do was później za jakąś godzinę mam pół godziny przerwy.
-Okej- poszedł do chłopaków a ja odprowadziłam go wzrokiem i wróciłam do swoich obowiązków. Właśnie mnie kurwa mać olśniło. Przecież jak tu pracuję to mm jakieś wtyki nie? No i przecież mogłabym załatwić chłopakom występ. Genialna jestem. Poprosiłam kolegę aby mnie zastąpił a ja udałam się do szefa. Miły facet ma około trzydziestu lat. Bardzo wyrozumiały i wgl mam nadzieje że się zgodzi. Zapukałam do jego gabinetu a raczej kanciapy no ale mniejsza z tym. Usłyszałam krótkie 'wejść'. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka siadając na rozklekotanym krześle.
-Szefie mam prośbę- zaczęłam

Duff:
Czemu nam nie powiedziała  że zaczęła pracować? Czemu mi nie powiedziała że zaczęła pracować. Przecież zawsze sobie wszystko mówiliśmy do cholery. Czemu się tak bardzo od siebie oddaliliśmy? Tak bardzo tęsknię za jej słodkim zapachem. Kurwa człowieku ogarnij się. Czy ja na serio jestem taką ciotą że nie potrafię powiedzieć jej prawdy?
-Ej Mckagan żyjesz?- spytał Steven
-Co... tak jasne co tu tak cicho?
-Słuchaj co się dzieję między tobą a naszą przyjaciółką? -spytał podejrzanie Slash
-Nie wiem o co ci chodzi stary- czy oni coś zauważyli? Oby nie.
-Kurwa Duff przestań ściemniać przecież nie jesteśmy ślepi. Widzimy jak się ślinisz na jej widok- powiedział Axl i poklepał mnie po ramieniu
-Z resztą ona nie lepsza... sama wskoczyła by za tobą nawet w ogień
-Co ty pieprzysz Stradlin?
-Mówię co widzę.. z resztą wszyscy to widzimy. Pogadaj z nią przecież jesteście przyjaciółmi.
-łatwo wam mówić cwele ale dzięki żeście się zainteresowali- pociągnąłem sporego łyka wódki. Spojrzałem w stronę baru ale nie zauważyłem Liz. Minęła już godzina więc pewnie ma przerwę. Ale mówiła że do nas przyjdzie. Rozejrzałem się jeszcze trochę po klubie i zauważyłem piękność idącą w naszą stronę. 
-Duff ośliniłeś się pacanie- roześmiał się Hudson a ja spiorunowałem go wzrokiem

Lizzy:

-Widzę że humor dopisuje panowie- podeszłam do rozbawionego towarzystwa. Rozejrzałam się po stoliku i zauważyłam tylko puste butelki. 
-Co tam mała?- spytał Hudson
-Czekajcie zaraz wrócę muszę wam coś powiedzieć.- pobiegłam do baru i wzięłam sześc butelek Nightraina. Wróciłam do chłopców i postawiłam każdemu pod nosem jedną butelkę. Stanęłam przy stoliku patrząc na wszystkich z poważną miną. 
- A to na koszt firmy tak? - spytała jeszcze przytomny Adler
-Można powiedzieć że tak
-Co chciałaś nam powiedzieć?- spytał Duff
-Otóż... byłam przed chwilą u szefa i..... załatwiłam wam występ tutaj- powiedziała z wielkim wyszczerzem na ryju a ich wmurowało. Spodziewałam się innej reakcji a oni po prostu wszyscy co do jednego otworzyli gęby - Myślałam że się ucieszycie- mina mi zrzedła. Położyłam butelkę na stole i odeszłam od nich kierując się do miejsca pracy czyli za bar. Chuj z tym że mam jeszcze przerwę ale jak z niej nie skorzystam to mogę się wyrwać wcześniej do domu czyli gdzieś o 23. Super zostały tylko dwie godzinki. Szybko posprzątałam to co do mnie należy i obsłużyłam klientów podając im ich zamówienia. Zauważyłam  że cała wataha Gunsowa opuszcza lokal. Świetnie żadnego dziękuję ani nawet pocałuj nas w dupę. Banda kretynów. 

Wzięłam torebkę i wyszłam z klubu bo przyszedł mój zmiennik. Ciemno jak w dupie na tych ulicach ale to miasto zawsze tętni życiem o każdej porze a już zwłaszcza na Sunset Strip. Weszłam na podwórko i skierowałam się do odpowiedniej klatki. Ciemno tu jak w dupie i jeszcze nie mogłam znaleźć włącznika od światła. No nic szłam po omacku na pierwsze piętro. 
-Kurwa mać- o coś się potknęłam.  Podniosłam się ze schodów i ręką odnalazłam włącznik światła. A nie jednak to tylko dzwonek do drzwi. Całe szczęście że do moich drzwi. Zaraz obok wymacałam drugi włącznik i tym razem od światła. Na klatce zrobiło się bardzo jasno aż za jasno. Włożyłam klucz do zamka .
-Dziękujemy Lizzy- usłyszałam za moimi plecami. Szybko się obróciłam i na schodach zobaczyłam wszystkich Gunsów. 
-Kurwa mać- krzyknęłam i osunęłam się po drzwiach na podłogę chowając twarz za włosami. Ktoś złapał mnie za ramiona, podciągnął do góry i wszyscy się na mnie rzucili przytulając. 
- Jesteś kurwa niesamowita- powiedział Mckagan i przyłożył swoje wargi do mojego czoła. 
-Czyli jednak się cieszycie?
-No jasne. Trochę nas po prostu zamurowało.
-Porywamy cię- odezwał się Hudson z za buszu loków
-Gdzie? Dopiero co wróciłam do chaty
-Chuj nas to. Idziemy- Duff chwycił mnie za rękę i wszyscy zbiegliśmy po schodach. No szczerze powiedziawszy mi w tych szpilkach to jest cholernie niewygodnie. Wyszliśmy na zapełnioną ulicę. Izzy podał każdemu butelkę naszego ulubionego (bo najtańszego) wina.
-Gdzie idziemy tak właściwie?- spytałam upijając pierwszy łyk. 
-Nie wiem pójdziemy tam gdzie nas nogi zaniosą co ty na to?- powiedział rudzielec
-Okej- no i ruszyliśmy w drogę. Opowiedziałam im szczegóły pierwszego występu. Będą grać za tydzień w sobotę o 21. Baron (mój szef) postanowił wydrukować specjalne ulotki no i oczywiście ja je będę musiała porozwieszać po mieście ale na szczęście mam takich zajebistych przyjaciół którzy mi w tym pomogą bo jak nie to i m chyba jajca pourywam. Szliśmy po rozświetlonych neonowymi szyldami ulicach gadając dosłownie o wszystkim co nam ślina na język przyniosła. Już prawie każdy dopił swoją butelkę. Toteż udaliśmy się do monopolowego no i jako że ja jedyna miałam kasę to kupiłam wszystkim po jeszcze jednej butelce Nightraina i ruszyliśmy dalej.  po opróżnieniu połowy zawartości nasze samopoczucie było coraz lepsze. 
- I'm on the nightrain- wykrzyczał Axl
- Bottoms up- zawtórował mu Izzy
-I'm on the nightrain - powtórzył Axl
-Fil my cup- dopowiedział Stradlin. Patrzyłam na nich z zachwytem. Czarnowłosy wyciągnął czarny pisak z kieszeni (nie wiadomo skąd i po co on go miał ale to już szczegół) i zaczął pisać kolejne słowa tekstu na etykiecie i butelce wina. 
-Chyba będzie kolejny hit- szepnęłam Duffowi na ucho. On objął mnie ręką w pasie i przyciągnął do siebie. Obdarował mnie najwspanialszym uśmiechem i cmoknął mnie w policzek. 
-Słuchajcie ja już pójdę do domu. Wpadnę do was jutro.
-Odprowadzę cię- zadeklarował blondas. Pożegnałam się ze wszystkimi i ruszyliśmy w przeciwnym do nich kierunku. 
-Chyba właśnie nadeszło to 'później'- odezwał się.
-Tak chyba masz racje 
-Może chodźmy do parku co? - nie odezwałam się tylko od razu tam poszliśmy. Usiedliśmy na przewalonym pniu drzewa daleko od jakiejkolwiek ścieżki więc jakby Mckagan chciał się mnie pozbyć to ma dobre miejsce. Dopadła nas bardzo krępująca cisza. Oprócz naszych coraz szybciej bijących serc nie usłyszałam absolutnie niczego. 
-Duff powiedz coś. Czemu jesteś ostatnio taki nieobecny?- ktoś musi zacząć bo jak tak dalej pójdzie to prędzej tu skonam niż on się odezwie.
-Ja.. n-nie wiem c-co się d-dzieje.
-Wiesz że mi możesz wszystko powiedzieć?
-N-nawet coś co z-zaprzepaści naszą przyjaźń
-Duffy nic i nikt nie jest w stanie zaprzepaścić naszej przyjaźni. Wiesz myślę nawet że to coś więcej.- to ostatnie zdanie powiedziałam szeptem. 
-Jak to?
-Wiesz kiedy byliśmy w samolocie i lecieliśmy tutaj.... u-usłyszałam to co p-powiedziałeś jak myślałeś że spałam- blondyn schował twarz w dłoniach
-Przepraszam... wiem nie powinienem 
-Przestań. Przestań proszę cię. Ja już tego dłużej nie wytrzymam. Pamiętasz tą noc kiedy.. my.. tego.. jeszcze w Seattle?
-Kiedy się przespaliśmy po pijaku?- walnął prosto z mostu
-No tak o tą noc mi chodzi- zarumieniłam się. Dobrze że jest ciemno.
-Jakbym mógł zapomnieć najlepszą noc w moim posranym życiu. Ale do czego zmierzasz?
-Kurwa no bo dla mnie to znaczyło coś więcej niż tylko szybki numerek po przyjacielsku Duff. Mi na tobie też zależy i to kurewsko. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie idioto.
-Lizzy bo ja... bo ja
-No powiedz to. Powiedz prawdę.- do moich oczu napłynęły łzy. Czego ja się głupia spodziewałam. Chciałam odejść ale Duff złapał mnie za nadgarstek i posadził mnie sobie na kolanach. 
-Kocham cię Lizzy- wyszeptał patrząc w moje załzawione oczy
-Nawet nie wiesz jak długo na to czekałam. Ja ciebie też kocham Duffy.- spuściłam na dól głowę ale on zaraz chwycił mój podbródek do góry i wpił się w moje usta delikatnie. Kiedy nie poczuł żadnego oporu z mojej strony jego pocałunki były coraz śmielsze a ja każdy z nich oddawałam. Jego język czule plądrował moje podniebienie a ja byłam w siódmym niebie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie aby nabrać powietrza. W oczach ma takie zajebiste iskierki aż się morda sama cieszy. Chwyciłam go za łokieć i pociągnęłam w stronę w stronę wyjścia z parku. 
-Dlaczego nie powiedziałaś że... słyszałaś w samolocie wtedy...
-Sama nie wiem. Chciałam żebyś mi to powiedział prosto w oczy a nie jak myślisz że śpię. A ty czemu mi nie powiedziałeś tego wcześniej?
-Bo się po prostu kurwa bałem
Ale czego?
-Że mnie odrzucisz -splotłam nasze ręce. 
-Nie zrobiłabym tego nigdy- pocałował mnie we włosy. W ciszy doszliśmy do mojego mieszkania.  Z tym że ta cisza nie była krępująca, była taka fajna, przyjemna. 
Otworzyła drzwi i weszłam do mieszkania. Nie wiedzieć czemu Mckagan zatrzymał się w progu i niepewnie na mnie patrzył. Uśmiechnęłam się zadziornie i wciągnęłam zdezorientowanego blondyna do środka. Posadziłam go na kanapie w salonie i poszłam zaparzyć gorącej herbaty. Kiedy woda się zagotowała zrezygnowałam z tej głupoty i poszłam do niego. Usiadłam na nim okrakiem. Troszkę się wstydzę ale  co mi tam... . Zaczęłam lekko muskać ustami jego szyję. Przygryzłam płatek ucha. Pocałowałam czoło, policzki aż w końcu doszłam do jego ust w które bez większych ceregieli się wpiłam. Pozwoliłam aby Mckagan wplótł palce w moje kasztanowe włosy. 
-Lizzy czy zostaniesz oficjalnie moją dziewczyną? - powiedział w przerwach między pocałunkami
-Tak- wyszeptałam kiedy jego gorący oddech dopieszczał moją wrażliwą skórę na szyi. Nasze ruchy względem siebie stały się coraz gwałtowniejsze. Wszystkie moje zmysły zostały pobudzone. 
-Chodźmy do sypialni- wstałam z niego i zaprowadziłam nas do mojego prywatnego królestwa. Duff chwycił mnie za pośladki i podciągnął do góry tak że oplotłam go w pasie i przycisnął mnie całym swoim ciałem do ściany miażdżąc moje wargi. Zdjęłam z niego szybko koszulkę a moje ręce spoczęły na jego wyrzeźbionej klatce piersiowej.
Zostaliśmy już w samej bieliźnie. Odchyliłam głowę do tyłu kiedy blondyn pieścił mój dekolt. Położył mnie na łóżku i naparł na mnie całym ciężarem swojego ciała. Jego usta zjeżdżały coraz to niżej w kierunku mojej kobiecości. Kiedy zatrzymał się na podbrzuszu cicho jęknęłam. Jego dłoń gładziła wewnętrzną stronę prawego uda.  Na oślep próbował znaleźć zapięcie od stanika. Kiedy mu się to udało powrócił do miażdżenia moich ust a dłońmi uciskał moje piersi i bawił się stwardniałymi sutkami. Przejęłam pałeczki i znalazłam się nad nim. Całowałam jego tors, szyję aż doszłam do podbrzusza gdzie zadziornie się uśmiechnął. Zdarł ze mnie turkusowe koronkowe majtki a ja uwolniłam ze slipek jego już nabrzmiałą męskość. Znów znalazł się nade mną i opuszkiem palca przejechał po linii podbrzusza.  Spojrzał mi głęboko w oczy i oparł czoło o moje. 
-Zrób to wreszcie- wyszeptałam 
-Ale co kochanie? -uśmiechnął się łobuzersko i koniuszkiem języka przejechał po mojej górnej wardze lekko ją podgryzając. 
-Wejdź we mnie w końcu błagam- przełknęłam głośno ślinę. Wsadził dłoń pomiędzy uda delikatnie je rozchylając i po chwili poczułam go w sobie. Wszedł we mnie mocno i stanowczo przy akopaniamencie mojego gardłowego okrzyku. Poruszał biodrami wolno i bardzo miarowo jednak nasze oddechy w cale nie były miarowe. Oddychałam coraz szybciej i ciężej. 
-S-szybciej- wydyszałam a on spełnił moją prośbę. Oplotłam go nogami żeby poczuć go jeszcze głębiej. Jęczałam coraz głośniej. Niechcący wbiłam paznokcie w jego ramiona przez co syknął chciałam przeprosić ale szybko złączył nasze usta w gorącym pocałunku aby stłumić odgłosy naszej owocnej pracy. 
-M-mocniej- powiedziałam wywołując małe skurcze żeby dać mu więcej rozkoszy. Mckagan wykonał jeszcze kilka mocnych pchnięć i po chwili obydwoje doszliśmy w tym samym momencie. Głośno jęknęłam rozkoszując się ciepłym płynem wypełniającym moje wnętrze. Zastygliśmy w bezruchu.
-Kocham cię wyszeptał mi wprost do ucha i przygryzł jego płatek. Rozluźniłam wszystkie mięśnie. Duff wysunął się ze mnie i położył się obok, przykrywając nas lekką narzutą. Przez dłuższą chwilę obydwoje nie mogliśmy uspokoić oddechów bo nasze serca biły jak szalone. 
-Ja ciebie też- odpowiedziałam i cmoknęłam go w usta. Blondyn wtulił się w moje plecy i zasnęłam ukołysana jego oddechem na mojej szyi.


***

Rozdział wyszedł raczej kiepsko a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Może to dlatego że leżę z gorączką w łóżku i czuję się jakbym zaraz miała umrzeć no ale strasznie mi się nudzi więc postanowiłam coś naskrobać. Mam nadzieję że tragicznie nie jest no i przepraszam za błędy jeśli się pojawiły. No i macie ten seks erotomani :P
Ano i przypominam jeszcze raz o zakładce 'informowani'
: D

wtorek, 15 stycznia 2013

I wanna watch you bleed- rozdział 8

Lizzy:

Obudził mnie potworny ból głowy. Kurwa nieźle wczoraj popłynęłam. Po woli otworzyłam oczy. W pokoju panuję półmrok od zasłoniętych purpurowych zasłon. Rozpoznałam to pomieszczenie a to dobrze bo wiem gdzie jestem. Po chwili do moich uszu doszły dźwięki cichego pochrapywania. Odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam źródło dźwięków. Duff leży obok mnie z twarzą w poduszce. Jak on cholera oddycha? Ale zaraz zaraz... co on robi w moim pokoju i to w moim łóżku? Czy my... spojrzałam pod kołdrę, Uff jestem ubrana to znaczy że nic się nie stało. Zerknęłam na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest 17. Mój żołądek właśnie dał się we znaki. Schodząc z łóżka musiałam przejść przez śpiącego Mckagana. Znając moją koordynację ruchową na kacu to nie obyło się bez wpadki. Kolanem zahaczyłam o jego biodro. Zjebałam się na podłogę i głośno jęknęłam z bólu. Duff poderwał się z miejsca i rozejrzał po pomieszczeniu. Jego oczy zatrzymały się na podłodze gdzie byłam ja.
-Co jest?- wymruczał, przecierając pięściami oczy
-Nic nic- podniosłam się z  podłogi z zamiarem opuszczenia tego pomieszczenia.
-Gdzie idziesz?
-Śniadanie, aspiryna- rzuciłam lakonicznie unikając jego spojrzenia i zeszłam do kuchni. Jestem tu dopiero drugi dzień i nie wiem co gdzie znajdę, więc pozwolę sobie trochę poszperać po szafkach. Zrobiłam bez zbędnego guzdrania się kanapeczki. Ze swojej kosmetyczki wyjęłam aspirynę; Ułożyłam wszystko na srebrnej tacy wraz ze szklankami wypełnionymi kranówką. Ledwo co zaniosłam to do pokoju, bo jak to ja bym się wypierdoliła... . Duff siedział a głowę miał schowaną między kolanami. Biedactwo. Usiadłam koło niego, kładąc tacę na moich udach. Szturchnęłam go a on spojrzał mi głęboko w oczy. Po raz kolejny zatopiłam się w jego boskich tęczówkach bez opamiętania.
-Przyniosłam aspirynę- powiedziałam odrywając od niego ślepia i podając mu szklankę.
-Dzięki- obydwoje połknęliśmy tabletkę na pusty żołądek.
-Jak się tu znaleźliśmy? Z tego co pamiętam odleciałam jeszcze w klubie
-Przyniosłem cię- uśmiechnął się dzisiaj po raz pierwszy. Również się uśmiechnęłam ale zaraz tego pożałowałam gdyż moje skronie przyszył niemiłosierny ból. No i zamiast uśmiechu wyszedł mi paskudny grymas. Zjedliśmy szybko śniadanie... a właściwie obiad. Z tego wszystkiego zapomniałam zadzwonić do Jess. Poderwałam się z miejsca
-Gdzie telefon?- spytałam szybko
-Chyba w salonie- krzyknął bo już zbiegałam po schodach w dół. Chwyciłam telefon i wybrałam odpowiedni numer. Długo nie odbierała. Dzwoniłam raz, dwa i zadzwoniłam po raz kolejny no bo w końcu do trzech razy sztuka. Po kilku sygnałach usłyszałam jej miły, ciepły głos
-Halo?- powiedziała...

Duff:

Kiedy Liz gadała przez telefon, trochę się ogarnąłem i poszedłem się wykąpać. Kiedy po moim ciele rozlewała się woda próbowałem sobie przypomnieć co się działo wczorajszej nocy. Pamiętam że byliśmy w klubie. Poznaliśmy czterech chłopaków. Było chlanie, ćpanie, gadanie. Co do tych facetów to mówili coś o założeniu zespołu? Tak chyba tak. Ano kurwa umówiłem się z tym Izzym czy jak mu tam było.... Resztę pamiętam jak przez mgłę. Zakręciłem kurek z ciepłą wodą. Poczochrawszy ręcznikiem włosy owinąłem go sobie w pasie. Udałem się do swojego pokoju. Kąpiel zajęła mi pół godziny a na dole nadal słychać perlisty śmiech brunetki. Wygrzebałem z torby czarny t-shirt z logo Sex Pistols i czarne rurki. Powiesiłem mokry ręcznik na drzwiach. Szybko założyłem uszykowane ciuchy a na nogi wciągnąłem czarne kowbojki. Po chwili byłem na dole.  Wszedłem do salonu akurat kiedy Lizzy odkładała słuchawkę na widełki.
-I jak tam?- spytałem siadając obok niej na kanapie.
-Wszystko w porządku. Idę się umyć okej?
-Jasne, jasne.- poklepała mnie po kolanie i poszła. Ja w tym czasie poszedłem na balkon. Usiadłem pod ścianą  i zapaliłem papierosa. W czasie kiedy ona była w łazience zdążyłem wypalić pół paczki fajek.
-O czym myślisz?- wyszła z kompletnie mokrymi włosami. Usiadł koło mnie i patrzyła mi prosto w oczy.
-Tak sobie o wszystkim i o niczym. Idziemy dzisiaj do Rainbow?
-Po chuj?
-Spotkać się ze Stradlinem. Z tego co pamiętam to mamy coś wspólnie zagrać czy coś.
-Ano tak zapomniałam. No dobra ale to później nie?
-No tak a co?
-Teraz idę na spacer
-To pójdę z tobą
-Jak chcesz- rzuciła obojętnie i weszła do pomieszczenia
-Chce- powiedziałem pod nosem. Ubraliśmy się i wyszliśmy

Lizzy:

Po drodze wstąpiliśmy do monopolowego po butelkę Nightraina za dolca i paczkę fajek. Przemierzając przez zapełniające się uliczki zauważyłam że Duff obraca się za każdą panienką skąpo ubraną. No tak jaka ja jestem głupia. Co ja sobie w ogóle wyobrażałam? Niby jak taki zajebisty i przystojny chłopak jak on mógł się zainteresować takim beznadziejnym człowiekiem jak ja? Kurwa to niedorzeczne. Lizzy ty naiwna idiotko! Skarciłam siebie w myślach. Usiedliśmy na trawie pod drzewem. Duff otworzył butelkę wina i zaraz mi ją podał. Upiłam dwa duże łyki i podałam mu z powrotem. I tak na zmianę aż do ostatniego łyka. W międzyczasie wyciągnęłam fajkę i po chwili zaciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam. Ten kretyn cały czas gapi się na te skąpo ubrane dziwki! Wkurwia mnie już.

                                                                         ***

Zajęłam łazienkę tylko na 10 minut. Nałożyłam mocny makijaż. Założyłam czarne spodenki z ćwiekami i podwyższonym stanem Do tego obcisła koszulka z podobizną Alice'a Cooper'a. Na nogi założyłam białe conversy za kostkę. Teraz pozostaje mi tylko czekać na Mckagana.

Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie drinka. On od pół godziny siedzi w łazience jakby nie wiadomo po co się tak guzdrał. Ach no tak pewnie chce wyrwać jakie panieneczki,które tylko dadzą mu dupy od razu. Po pięciu minutach w końcu raczył się pojawić i mogliśmy opuścić mieszkanie.

Usiedliśmy przy tym samym stoliku co poprzednio. Zamówiliśmy sobie alkohole i o dziwo zaczęliśmy gadać. Tak jak kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym i śmialiśmy się jak debile pomimo tego że w naszych organizmach nie ma jeszcze procentów. Po chwili usłyszałam głośne rozmowy i zobaczyłam że w naszym kierunku idą cztery osoby. Przywitaliśmy się. Chłopacy zamówili sobie trunki w śladowych ilościach. No bo co tam taka jedna butelka na głowę.
-Słuchajcie znaczy się ty słuchaj Duff. Jutro o 17 możecie do nas wpaść i sobie coś zagramy żeby sprawdzić brzmienie, spójność i takie tam inne pierdoły- odezwał się Axl.
-Oczywiście ty też musisz przyjść Lizzy- powiedział Slash i spod kurtyny jego gęstych loków dojrzałam szczery uśmiech, momentalnie go odwzajemniłam i przyssałam się do gwinta mojego Johnego Walkera. Gadałam ze wszystkimi ale najmniej słów zamieniłam z Duffem. Prowadziłam zaciętą gadkę z Izzym. Kłócił się ze mną o coś bo nie chciałam mu przyznać racji no i się założyliśmy. Podpytaliśmy parę osób no i kurwa przegrałam. W zamian za to musiałam wypić całą butelkę Jack'a Daniels'a no i jeszcze dodatkowo musiałam pocałować Stradlina w policzek. Dobrze że tylko w policzek. No więc z racji tego że siedzimy obok siebie to pierwszą nagrodę dostał od razu. Spojrzałam tylko na Duffa który przeszywał mnie na wylot wzrokiem. Przez jakiś czas utrzymywałam kontakt wzrokowy z Mckaganem ale starałam się to szybko przerwać i powrócić do dyskusji z kolegami. W między czasie piłam Jack'a z przymusu przez przegrany zakład. Siedzieliśmy tak jeszcze parę godzin. Mckagan wodził ślepiami w poszukiwaniu jakiś panienek. W końcu podniósł się z miejsca
-Przepraszam na chwilkę- powiedział i udał się w stronę baru
-Czyżby Duff wyruszył na polowanie?- zaśmiał się Slash a Axl mu zawtórował. Nie kryjąc zazdrości upiłam spory łyk brązowej gęstej cieczy.
-Ej mała a ty co się tak zamyśliłaś?- szturchnął mnie Izzy
-Masz jakiś towar?- spytałam prosto z mostu
-Tylko kokę
-Nie ma znaczenia co- Izzy podał mi woreczek a ja szybko usypałam dwie kreski po czym je wciągnęłam. Odchyliłam lekko głowę do tyłu i zobaczyłam Duffa jak bajeruje jakąś laskę. Idiota. Chwyciłam moją butelkę Jack'a do połowy zapełnioną i wychlałam wszystko na raz. Kurwa to był błąd.

Slash:

-Ej Liz nie przeginaj- powiedziałem do ledwo co już przytomnej dziewczyny ale to i tak nic już nie zmieniło bo po chwili odpłynęła kładąc głowę na ramieniu Stradlina. No to nieźle popłynęła. Jest dopiero druga w nocy a ona już nieprzytomna. Niecałe pięć minut później do stolika wrócił wyraźnie poirytowany Duff. Chyba jego połowy nie zakończyły się tak jak to sobie planował. 
-Co jej jest?- spytał i podbródkiem wskazał na nietomną przyjaciółkę
-Odpłynęła sobie- powiedział Axl
-Ej a może pójdziemy do nas? Pewnie i tak rano będzie nas męczył kac to nam z Lizzy dotrzymacie towarzystwa a później zrobimy tą próbę hmm?- spytałem
-Jasne czemu nie? A daleko mieszkacie?-spytał farbowany blondyn
-Nie zaledwie 200 metrów prostej drogi.- powiedział rudy
-No to panowie pozbierajcie zwłoki Adlera i możemy iść- powiedział Izzy który sam przerzucił sobie brunetkę przez ramię. Ja z Duffem chwyciliśmy Stevena i opuściliśmy lokal. 

Duff:

Kurwa chciałem się jakoś zabawić i nie myśleć przez chwilę o mojej pięknej przyjaciółce. Przecież wiem że nie mam u niej szans. Kurwa nawet jakaś jebana dziwka nie chciała się ze mną wyruchać. Chuj że była tylko kelnerką w pracy no ale co z tego? Ale w sumie dobrze że tego nie zrobiłem nie zniósł bym myśli że zdradziłem Lizzy chociaż do kurwy my nawet nie jesteśmy razem. Jaki ze mnie palant!


Lizzy:

Kurwa moja głowa! Podniosłam lekko powieki  i jak tylko mój wzrok nabrał kontrastu rozejrzałam się po pomieszczeniu minimalnie kręcąc głową. Gdzie ja kurwa jestem do cholery?! Co to za melina? Skąd się tu wzięłam? Powoli przekręciłam się na bok i zobaczyłam chłopaków śpiących na fotelach, kanapie i podłodze. Po chwili zauważyłam kto spowodował że nie czuję swoich nóg. Mckagan leży zwinięty w kłębek na moich nogach. Spróbowałam się wydostać spod niego żeby przypadkiem nikogo nie obudzić. Położyłam łokcie na kolana i schowałam w dłoniach pulsującą głowę. Rozejrzałam się po ścianach w poszukiwaniu zegarka bo przypuszczam że jesteśmy w ich domu. Ale oni tu chyba kurwa nie mają zegarka. O nie wróć. Slash ma na nadgarstku błyskotkę. Przyjrzałam się temu bliżej i podeszłam. Chwyciłam jego ciężkie łapsko  i delikatnie okręciłam tak żeby zobaczyć godzinę. Kurwa 14. Rozejrzałam się trochę po pomieszczeniach i znalazłam łazienkę. Nie wiem czy to coś w lustrze to ja ale jak tak to zmieniłam się w maszkarę. Blada jak ściana, wielkie wory pod oczami... chociaż nie to może być za sprawą rozmazanego makijażu. Szybko mokrym papierem toaletowym wytarłam oczodoły a całą twarz przemyłam zimną wodą. Zimne ręce przytknęłam do skroni i wróciłam do pokoju gdzie wszyscy jeszcze śpią. No tak nikt nie raczył się obudzić. No i co robi tutaj Duff? Przecież zabawiał się z jakąś panienką. A z resztą whatever to jego życie nie będę mu się z buciorami wpierdalać. Niech se robi co chce. Uchyliłam drzwiczki znajdujące się obok salonu a mówię że salonu bo tak wynikło z moich przypuszczeń. Ten pokój gdzie wszyscy jeszcze  śpią jest dość duży więc stąd wniosek że to salon. Weszłam do pomieszczenia i dopiero teraz zauważyłam jaki w całym domu panuje burdel. Wszędzie pełno puszek, butelek i pudełek po pizzy albo chińszczyźnie. W zlewie sterta brudnych naczyń. Ja pierdole jaki syf. Przeszukałam szafki i znalazłam szklankę. Odkręciłam kurek z zimną wodą w zlewie i napełniłam szklankę do pełna. Usiadłam na rozpierdalającym się krześle przy stole i przyłożyłam zimne szkło do skroni. 


Trzy godziny później:

-To co panowie spróbujemy naszych sił? - zapytał rudzielec. 
-Jasne czemu nie- powiedział Duff. Na całe szczęście po zażyciu tabletek przeciw bólowych ból głowy nieco ustąpił. Wszyscy oprócz mnie i Duffa wstali z miejsc i skierowali się do drzwi. 
-Ale ja nie mam swojego basu- wyjąkał Duff
-Ty ciulu- szepnęłam pod nosem a on dał mi lekko w żebra
-Dobra ile zajmie ci dojście do domu i powrót?-spytał Slash
-Ja kurwa nawet nie wiem gdzie jestem
-Chodź- Izzy chwycił go za ramię i wyszli na dwór. - Tam po prawej masz Rainbow- wskazał palcem
-Ano to za góra  minut będę z powrotem
-No to na co czekasz leć już- zirytował się nieco Axl. 
Kiedy Duff poszedł przysiadł się do mnie na kanapę rudowłosy chłopak. A reszta gdzieś poszła w głąb domu. Ręka Axla spoczęła na moim kolanie. Popatrzyłam na niego zaskoczona jego gestem
- Bolało jak spadłaś z nieba aniele?- wymruczał mi wprost do ucha
-Nie ale zmęczyłam się wychodząc z piekła- strzepnęłam jego rękę z kolana i uśmiechnęłam się do niego kpiąco. Wstałam szybko z kanapy i poszłam do kuchni. Nalałam sobie znowu wody i usiadłam na tym samym krześle. W kuchni panuję półmrok i na pierwszy rzut oka nikogo nie zauważyłam ale w pewnym momencie ktoś się poruszył na parapecie.
-Kurwa- tak się przestraszyłam że aż podskoczyłam. 
-Sory nie chciałem cię wystraszyć.- ujrzałam czuprynę Slasha i odetchnęłam z ulgą.- Chcesz?- podstawił mi pod nos Marlboro. Wyciągnęłam jednego i włożyłam do ust. Hudson podstawił mi zapalniczkę i po chwili poczułam jak nikotyna rozprzestrzenia się po moich płucach działając na mnie kojąco. Chwilę pogadaliśmy ale do domu wpadł zdyszany Mckagan z futerałem w ręce. 
-No to w końcu możemy zacząć- powiedział Steven i wszyscy skierowaliśmy się do tych samych drzwi. Weszliśmy do garażu. Aż po sam sufit są same wzmacniacze Marshalla. Steven od razu zasiadł za swoimi garami. Slash chwycił Les Paula i podłączył się do jednego ze wzmacniaczy. Axl ustawił sobie odpowiednio mikrofon. Duff wyciągnął swój bas i również się podłączył no i to samo uczynił Izzy ze swoim rytmikiem. Ja tylko usiadłam na jednym Marshallu który stał w kącie taki samotny. Dosyć szybko się zorganizowali i jako pierwsze zagrali ' Paranoid' Black Sabbath. Już z pierwszymi dźwiękami poczułam tą bijącą od nich wszystkich moc i charakterystyczną iskrę. Chłopcy idealnie się zgrali. Kurwa aż mam ciarki na całym ciele. Pasują do siebie idealnie. Są po prostu genialni. Później zagrali jeszcze kilka coverów. Cały czas dopingowałam ich z wielkim wyszczerzem na ryju ale im samym taki uśmiech z twarzy nie schodził. Coś czuję że zrobią ogromną karierę!!


***


Przepraszam za błędy a na pewno się pojawiły!

wtorek, 8 stycznia 2013

I wanna watch you bleed- rozdział 7

Lizzy:

Dżizas kurwa jak tu gorąco. Stoimy pięć minut i próbujemy złapać taksówkę.
-No kurwa co za debile!- krzyczał zbulwersowany Michael. W końcu kiedy ja wkroczyłam do akcji i pomachałam ręką, stary dziad zatrzymał się. Wpakowaliśmy walizki do bagażnika a Michael podał adres kierowcy. Po godzinie stania w korkach w końcu dojechaliśmy pod wskazany adres. Wysoki nowoczesny jak na te lata budynek idealnie wpasowany w otoczenie. Tu wszystko jest takie inne, takie fajne. Tyle tu ludzi, jak jakiś jebanych mrówek. Wysiadłam z samochodu a zaraz za mną blondyn.
-Jesteś pewien że to tutaj?- spytałam
-Tak to tutaj...wujek lubi luksusy- powiedział z wyszczerzem. Wytargaliśmy walizki i weszliśmy do budynku.  Spytaliśmy portiera o wskazówki.
- Dzień dobry jestem Michael McKagan.
-O właśnie oczekiwaliśmy was. Pański wujek zostawił wiadomość. - podał żyrafie kopertę z jego nazwiskiem. -A tu są klucze- podał
-Jak to klucze?
-Wszystkie pan się dowie z listu- wytłumaczył i pokierował nas do windy. Wdusił nam jeszcze odpowiednie piętro. Blondyn otworzył szarą kopertę i zaczął czytać. Po chwili zmarszczył brwi.
-Co się stało? -spytałam
-Nic mamy mieszkanie wolne na tydzień
-Jak to?
-Wujek wyjechał dzisiaj rano na tydzień. Musimy sobie sami poradzić. - weszliśmy do ogromnego mieszkania.
-Wow- to jedyne co potrafię z siebie wydusić.
-Z tego co pisze w liście nasze pokoje są na piętrze gdzieś na lewo.-powiedział. Ruszyliśmy na poszukiwania pokojów. Przy okazji zwiedziliśmy całe mieszkanie. Już wiemy gdzie są najpotrzebniejsze pomieszczenia ale w końcu znaleźliśmy swoje pokoje. Są małe ale przestronne. est fajnie no i przecież na długo tu nie zostaniemy a przynajmniej nie ja. oszukam jakiego mieszkanka może akurat trafię na coś fajnego i nie drogiego.  Jak na razie upał ale to tu normalne a oprócz tego jest samo południe. Położyłam torby, wyjęłam świeże ubrania( granatowe shorty z ćwiekami, biały top z Led Zeppelin). Poszłam do łazienki i wzięłam szybki zimny prysznic. Kiedy zakręciłam kurek od wody usłyszałam że nie jestem sama w łazience. Wyłoniłam głowę zza białej kurtyny prysznicowej.
-Michael debilu trochę prywatności- krzyknęłam
-Spokojnie już wychodzę
-Po co przylazłeś
-Idziemy do klubu jakiegoś?
-Nie za wcześnie?
-Nie... trzeba jakoś uczcić nasz wyjazd nie sądzisz?
-Jasne daj mi 10 minut a teraz wynocha!
-Spokojnie mała już idę. - uśmiechnął się zadziornie ale w końcu wyszedł. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Wytarłam dokładnie całe ciało i założyłam uszykowane rzeczy. Z kosmetyczki wyciągnęłam wszystko co potrzebne. Nałożyłam mocniejszy niż zwykle makijaż. Zajęło mi to równe 10 minut tak jak mówiłam temu przyjebowi. Psiknęłam się jeszcze perfumami i gotowa wyszłam z zaparowanej łazienki.
Weszłam do jego pokoju
-A ty idziesz do łazienki?-spytałam
-Skorzystałem z drugiej. Jesteś gotowa?
-Tak jasne już możemy iść. - ręką objął mnie w pasie co mi się spodobało no nie mogę zaprzeczyć. Ale po tym co powiedział mi w samolocie kiedy myślał że śpię... stchórzył i taka prawda więc będzie się musiał postarać. Wyszliśmy na nieco zatłoczoną ulicę. Pierwszy klub na jaki się natknęliśmy to 'rainbow' a przynajmniej tak sugeruje neonowy szyld.  O tej godzinie nie ma tu dużo ludzi ale to pewnie spowodowane jest wczesną godziną. Usiedliśmy przy barze.
-Dwie butelki Daniels'a prosimy- powiedział Duff a w między czasie opowiadał mi jakiś kawał. No cóż sam w sobie kawał nie był śmieszny ale za to Michael tak. Wybuchnęliśmy nieopanowanym śmiechem. Starszy barman podał nam zamówione trunki.
-Za nowe życie, w nowym mieście powiedziałam- tryknęliśmy się szyjkami butelek i pociągnęłam spory łyk. Poczułam w gardle znajome palenie i rozgrzewanie całego przełyku, kolejne łyki i zaczęłam ignorować to nieprzyjemne uczucie. jak byliśmy lekko wstawieni ten sam barman podszedł do nas.
- Co was tu sprowadza dzieciaki?- spytał
-Nowe życie- odpowiedział blondas
-Kolejny co poszukuje kariery nie mylę się?- spytał. A co go to w ogóle interesuje? Myślałam że żyrafa trochę się zdenerwuje ale nie
-Nie nie myli się pan- odpowiedział uprzejmie pociągając z butelki kolejny łyk
-Jak się nazywacie?- kolejne pytanie co to kurwa przesłuchanie jakieś?
-Ja jestem Michael A moja przyjaciółka to Lizzy
-Michael? Nie pasuje do ciebie to imię chłopaku.
-Coś pan sugeruje?- spytałam się ale on mnie zignorował i dalej mówił do blondyna
- Wiesz co pasuje do ciebie Duff- powiedział zupełnie poważnie a ja się zaśmiałam. Barman spojrzał na mnie spod byka ale później wrócił do swoich czynności zawodowych. Spojrzałam się na Michael'a
-Duff? Faktycznie do ciebie pasuje.- poczochrałam go po jego blond czuprynie ale nie puścił mi tego płazem i się na mnie odegrał. Dokończyliśmy trunki i opuściliśmy klub.
-Gdzie teraz idziemy?- spytałam całkiem poważnie jednak mój głos w cale tak nie brzmiał
-Idziemy poszukać urzędu
-A po chuj?- spytałam się. Potknęłabym się o wystającą kostkę brukową ale blondas w ostatniej chwili złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Żeby zmienić moje imię- uśmiechnął się.
-Jesteś pew-ien- kurwa dopadła mnie pijacka czkawka. A ten debil zaczął się śmiać
-Chodź już lepiej chwycił mnie za łokieć i ruszył prosto przed siebie ciągle się ze mnie śmiejąc. Cholerna czkawka minęła po pięciu minutach. Łaziliśmy w kółko szukając odpowiedniego budynku. Pytaliśmy się ludzi o odpowiednią drogę ale chyba nie do końca rozumieli nasz bełkot. Trafiliśmy na pewnego rudzielca który szedł z przyjacielem o ciemnych włosach. Chwyciłam rudzielca za rękaw jeasnowej kurtki
-Co jest kurwa?!- odwrócił się do mnie
-Sory wiesz może gdzie znajdziemy urz-ąd- kurwa znowu ta jebana czkawka
-Ktoś tu sobie chyba wypił-zaśmiał się-a jeśli chodzi o to czego tam se szukacie to idźcie prosto i skręćcie za dwie przecznice w lewo
-D-zięki-Mckagan znowu pociągnął mnie za sobą ale obejrzał się jeszcze za rudym osobnikiem. Z godziny na godzinę na ulicach robił się coraz większy tłok.
-Żyrafko zwolnij trochę-zaśmiałam się a on jak na zawołanie zwolnił i wyrównał ze mną krok. Szliśmy tak 10 minut i w końcu znaleźliśmy odpowiedni budynek.
                    ***
Załatwione. Teraz tylko Michael a raczej już Duff musi przyjść odebrać jutro nowy dowód osobisty.
-Duff chce się porządnie najebać- powiedziałam
-No to jest myśl
-Dom czy klub?
-Zdecydowanie klub. Chodź do tego samego- powiedział i ruszyliśmy.
Droga zajęła nam niecałe 20 minut. Za barem nadal jest ten sam facet.
-Oo Michael Lizzy jeszcze wam nie mało?- zapytał z uśmiechem
-Jaki Michael? Duff jestem proszę pana. A na razie poprosimy dwie buteleczki Jack'a- powiedział miłym tonem. Barman się wyszerzył, zniknął na zapleczu a po chwili wrócił niosąc nasze zamówienie i podał szkło.
-Ale te szklaneczki to może pan zabrać- uśmiechnęłam się zadziornie a po chwili pociągnęłam spory łyk alkoholu prosto z gwinta.Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie za ladą. Dochodzi 18.
Kurwa ale nam zeszło w tym pierdolonym urzędzie, no ale zanim jaki gościu zrozumiał dokładnie bełkot Mckagana to faktycznie trochę czasu to wszystko zajęło. Gadałam z Duffem o wszystkim i o niczym ale każdy nowy temat raczej sprowadzał nas do tego że gadaliśmy o zespole i przesłuchaniach. No ale chyba najpierw to trzeba zrobić jakie jebane ulotki co nie? Rozejrzałam się po zadymionym pomieszczeniu w w rogu przy kiblach zauważyłam tego rudzielca z tym brunetem. Ale nie są sami. Jeszcze jest jaki loczek co mu ryja nie widać i bardzo zacieszny blondyn. Chyba przez jaki czas się na nich gapiłam bo rudzielec zaczął wlepiać we mnie te zielone ślepia. Szybko odwróciłam wzrok.
-Co ty taka zamyślona?- zapytał  Duff
-Tam siedzi ten rudy co go na ulicy zaczepiliśmy- powiedziałam a on spojrzał za mnie.
- Ten rudy czyli ja i moi kumple zapraszamy do naszego stolika- usłyszałam za sobą głos i obróciłam się w jego stronę. Za mną stał ten koleś
-Em.. przepraszam jeśli cię uraziłam - szybko powiedziałam
-Za co?
-Za tego rudego- szybko się wytłumaczyłam
-Nie ma sprawy przywykłem. To co idziecie?- spojrzał na Mckagana. On wstał, chwycił mnie w pasie ściągając z krzesła i podążyliśmy za  rudym stworzeniem, który nie co mnie zaskoczył.
-Jak wy się właściwie nazywacie?- spytał
-Duff i Lizzy- powiedziałam a on obdarzył mnie uśmiechem pokazując szereg białych zębów. Jego koledzy są tak zajęci rozmową że nawet nie zauważyli jak się do nich dosiedliśmy.
-Ej pojeby- powiedział Rudy
-Czego chcesz Rose?- spytał loczek a dopiero po chwili spojrzał na nas i szturchnął tego takiego zaciesznego obok.
-No więc tak: Ja jestem Axl Rose- rudy pokazał na siebie- ten tu obok to Izzy niejaki Stradlin, ten z zacieszem to Steven Adler a loczek to Slash ale ma na imię Saul.
-Siema -powiedzieli równocześnie
-Hej hej. No to ja jestem Lizzy a mój przyjaciel to Duff. - każdy z każdym podał sobie rękę.
-Coś mi się nie wydaje że mieszkacie tu od dawna- powiedział Izzy o ile dobrze pamiętam
-Tak właściwie to dopiero dzisiaj przyjechaliśmy- powiedział Duff a ja w tym czasie pociągnęłam dwa spore łyki Jack'a. Zauważyłam kątem oka że ten cały Slash czy jak mu tam... cały czas na mnie zerka, a właściwie to za każdym razem kiedy sięgam po Daniels'a. Podejrzewam że wszyscy jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku. Zaczęła się rozmowa na różne tematy. Steven z Duffem zaczęli nas dręczyć żartami które w żadnym stopniu nie były śmieszne. Opowiadali takie suchary ale i tak  Axl ze Slashem turlali się po podłodze. Aż dziwne że tak szybko złapaliśmy kontakt. Taka gadka szmatka i śmianie się z byle gówna zajęła nam dobre trzy godzinki. W pewnym momencie Izzy wyciągnął spory woreczek wypełniony do połowy białym proszkiem. Ja już wiem co to jest. Uważnie przyglądałam się jak formuje zgrabne kreski kawałkiem tekturki. Chyba to zauważył
-Chcesz?- spytał wyciągając w moją stronę worek i tekturę. Bez wahania przejęłam towar i sama wysypałam odpowiednią ilość narkotyku na blat stołu.
-Trzymaj mała- powiedział siedzący obok mnie loczek i podał mi zwiniętą w rulonik kartkę papieru. Posłałam mu wdzięczny uśmiech. Pochyliłam się nad stołem. Zatkałam jedną dziurkę i po chwili wciągnęłam bez problemów cały proszek. W międzyczasie przekazałam torebeczkę Mckaganowi i odchyliłam głowę do tyłu. 
-Masz wprawę- powiedział Stradlin
-Wiem- odpowiedziałam z zadziornym uśmieszkiem. 
-A tak właściwie to skąd przyjechaliście i w jakim celu jeśli można wiedzieć? -spytał Saul. Spojrzałam na Duffa porozumiewawczo bo nie chce mi się gadać
-Przyjechaliśmy ze Seattle. Ja właściwie żeby spełnić marzenia a Lizz dotrzymuje mi towarzystwa.- powiedział jednym tchem. Zauważyłam że Steven już ledwo co żyje. Jeszcze chwila a skończy pod stołem. 
-Marzenia powiadasz... a to zupełnie tak jak my. Poznaliśmy się w zeszłym tygodniu i teraz tak jakoś tak wszędzie razem łazimy. A w planach mamy założenie zespołu no i brakuje nam już tylko basisty- powiedział rudy. Kiedy skończył swoją wypowiedzieć ja równocześnie z Duffem wypluliśmy na bok alkohol tak że wszystko poleciało na podłogę. Blondas ma tak rozszerzone i szczęśliwe gały że to się w pale nie mieści. 
-Coś nie tak?- spytał przymulony Izzy. Widzę że ten ciul nie jest w stanie się odezwać więc chyba muszę to być ja
- Kurwa..- to tak na początek- a co byście powiedzieli na to że właśnie przed wami siedzi taki basista?- każdemu zaświeciły się oczęta, nawet Adler na chwilę oprzytomniał ale nie na długo. 
-Co kurwa?- odezwał się kudłacz. Duff nadal siedzi jak zahipnotyzowany kołek więc zdzieliłam mu w tył głowy żeby oprzytomniał.
-No bo ja kurwa właśnie przyjechałem spełnić marzenia związane z muzyką. Jutro chcieliśmy porozwieszać jakieś jebane ulotki że poszukuję zespołu czy coś...
-Czyli że grasz na basie?- spytał dla upewnienia Rose
-Tak z resztą na garach też
-Ejj gary zostaw mi- powiedział na wpół przytomny Steven
-Mam propozycję panowie- powiedziałam a oczy wszystkich skupiły się na mojej osobie. Spaliłam małego buraka ale kontynuowałam- może zorganizujemy jakąś małą próbę, casting czy coś?
-Ona dobrze gada- znowu Steven
-Jak na razie mieszkamy w takim garażu i z reguły tam coś gramy. Ja ze Stradlinem mamy nawet  jedną piosenkę no i jeszcze możemy zagrać covery- powiedział Rose. Dziwne że po takiej ilości alkoholu on jeszcze tak wyraźnie skrzeczy. Niedługo się to zmieni bo po chwili skąpo ubrana kelnereczka przyniosła kolejne butelki z alkoholem a Rudzielec odprowadzał ją wzrokiem.
-Wybaczcie na chwile- powiedział i ruszył wyrwać kelnerkę. 
-Miłego ruchanka- powiedział pod nosem Slash ale ja to usłyszałam i się zaśmiałam. Już ledwo widzę na oczy ale sięgnęłam po jeszcze jedną butelkę trunku Tym razem padło na Nightrain'a.  Chuj że wszystko mi się wymiesza, mam to w dupie.  Gdzieś mi mignął Axl z jakąś dziewczyną zmierzając w stronę kibli. Żyrafa zaczęła coś bełkotać pod nosem i przysypiać na stole. Później gadałam tylko ze Slashem i z Izzym do trzeciej nad ranem. Bo urwał mi się film.

Duff:

Obudziłem się nawet nie wiem o kurwa której no ale whatever. Slash bajeruje jakąś dziwkę pod barem.  Steven leży pod stołem. Izzy wciąga a Axla to ja już dawno nie widziałem. Biedna Lizzy zalała się i śpi. 
-Stradlin my idziemy, spotkamy się się jakoś wieczorem ok?
-Jasne, jasne- powiedział w przerwie między jedną działką a drugą. Przewiesiłem sobie Lizzy przez ramię i wyszedłem z baru. Do mieszkania nie mamy daleko ale chwiejnym krokiem zajęło nam to 15 minut. 

Położyłem śpiącą królewnę na łóżku w jej pokoju. Nie mam już siły iść do swojego więc najnormalniej w świecie położyłem się obok niej. 

***
Szczerze nie jestem zadowolona z tego rozdziału. W głowie miałam ułożone coś zupełnie innego no ale tak jakoś wyszło. Wreszcie zmieniłam Michael'a na Duff'a bo już mnie to zaczęło irytować a co dopiero was ;p
Opinię pozostawiam wam no i jeszcze raz bardzo proszę o wpisywanie się do zakładki ' informowani' bo na serio nie chce komuś robić niepotrzebnie spamu!!!!

piątek, 4 stycznia 2013

I wanna watch you bleed- rozdział 6


Michael:

Dopiero co wstałem a tu słyszę dzwonek do drzwi. Jak zawsze o tej porze dom jest pusty. Rodzice w pracy a reszta się gdzieś szlaja. Pomyślałem sobie że któryś debil zapomniał kluczy od chaty ale ku mojemu zdziwieniu w progu stała Lizzie. Przez jakiś czas wpatrywaliśmy się oko w oko ale w końcu ona się odezwała mówiąc że musimy porozmawiać. To pewnie podjęła decyzję. Tylko jej mina... nie wróży dla mnie nic dobrego. Usiedliśmy na kanapie. Cały czas utrzymujemy kontakt wzrokowy.
-Podjęłaś decyzję?- zapytałem niepewnie a ona pokiwała głową, po chwili odwróciła głowę w drugą stronę a jej oczy lekko się zaszkliły. Kurwa.
-Nie jedziesz prawda?- bardziej stwierdziłem niż spytałem
-Wiesz co- głęboki wdech- ten wyjazd to idiotyczny i najbardziej nieodpowiedzialny pomysł ale pojadę z Tobą. -dopiero teraz spojrzała mi prosto w oczy.
-Pojedziesz?- nie dotarło do mnie to co powiedziała
-No tak kretynie!- zarzuciła ręce na moją szyję i mocno się do mnie przytuliła. Pokazałem szereg białych zębów i napawałem się jej świeżym, intensywnym zapachem. Ma jeszcze wilgotne włosy. Usłyszałem cichutki szloch a jej ręce coraz bardziej się zaciskają na mojej szyi.
-Czemu płaczesz?- oderwałem się i spojrzałem na jej nad wyraz spokojną twarz. To wygląda jakby chciała ryczeć a nie może.
-Tak po prostu- odpowiedziała
-Na pewno wszystko w porządku?- wolę się upewnić
-Ja pierdole! Przecież muszę się spakować- poderwała się z miejsca. Kurwa chyba nigdy nie zrozumiem kobiet. Jak one zmieniają zdanie 150 razy dziennie, to nie wiem i nie ogarniam. Jej zmiana humoru wywołała na mojej twarzy uśmiech.
-Spokojnie, pomogę ci przecież.- zadeklarowałem
-Nie nie musisz
-I tak ci pomogę. Chodź- chwyciłem ją za nadgarstek i opuściliśmy mój dom. Doszliśmy w miarę szybko, no może dlatego że Liz prawie że biegła...albo dlatego że mieszka niedaleko albo wszystko razem wzięte. Whatever. Wparowała do chaty i od razu poszliśmy do jej pokoju. Stanąłem pod drzwiami i uważnie przypatrywałem się temu co robi, czekając na jakieś wskazówki od niej jak mam jej pomóc. Zachciało mi się śmiać kiedy zaczęła podskakiwać żeby dosięgnąć walizki. W końcu nie wytrzymałem i zalała mnie fala śmiechu. Jakby mogła to zabiłaby mnie właśnie wzrokiem. Ma pioruny w oczach które spowodowałyby że już leżałbym trupem.
-Pomógłbyś a nie rżysz debilu- powiedziała. Wystarczyło że wyciągnąłem ręce a walizki już znalazły się na podłodze a przed moim ryjem wzniosła się chmara kurzu.
-Dziękuję dryblasie- uśmiechnęła się zadziornie
-Proszę kakaludku- odgryzłem się
-Spierdalaj to ty jesteś wysoki a nie ja niska- dała mi kuksańca w żebra. Otworzyła pierwszą walizkę, podstawiła ją pod szafę i wjebała wszystkie ciuchy jak leci do niej. -Moja krew- pomyślałem uważnie przyglądałem się temu z boku. Kurwa jaka ona jest pociągająca. Podszedłem do niej i przytuliłem ją od tyłu.
-Michael co robisz?
-Przytulam- powiedziałem i przyssałem się do jej gładkiej szyi.
-Ałaa Michael debilu- zignorowałem to i koniuszkiem języka przejechałem w dół i ucałowałem jej obojczyk
-Przepraszam jestem tylko facetem- pocałowałem jej żuchwę a ona na to tylko westchnęła jednak mimowolnie się uśmiechnęła
-Wiesz cieszę się że jadę- powiedziała. Odwróciła się do mnie przodem i spojrzała głęboko w oczy, (chyba) przypadkowo pocałowała mnie w kącik ust po czym oderwała się.  Liz wyciągnęła futerał i ostrożnie zapakowała pięknego czarnego akustyka.
-A gdzie masz Gibsona?-zapytałem bo czegoś mi brakowało
-Sprzedałam
-Co kurwa?
-Kupię sobie nowego. Właściwie to jestem już spakowana.
-Tak? Ciekawe za co ją kupisz-zakpiłem
-No nie wiem... chyba za pieniądze nie?
-A skąd je weźmiesz?
-Zarobię albo wypłacę z konta.
-Ty masz konto?
-Nie mówiłam ci?
-No jakoś nie. Ale whatever to twoja sprawa. Co będziemy jeszcze tutaj robić?-spytałem
-Wiesz powinniśmy powiadomić naszych przyjaciół.
-Czy ty zawsze musisz mieć rację. Ale musimy to zrobić razem.
-Ale wiesz że Jess i Simon prawdopodobnie zerwali
-Wiem, pewnie że wiem ale mogą się poświęcić.Spotkamy się w klubie- powiedziałem
-O której?
-Przyjdź z Jess o 18 ale nie mów po co to spotkanie
-No ok.- znieśliśmy jej walizki na dół.
-To do zobaczenia- przycisnąłem wargi do jej skroni
-Pa- po chwili tej czułości niestety tylko przyjacielskiej wyszedłem z jej domu udając się do Simona.


Lizzy:

Dlaczego on się tak nade mnie znęca. To całe przytulanie doprowadza mnie do szału a ja go nie mogę mieć na wyłączność to bardzo boli. Ale jednak najgorsze jest dopiero przed nami. A konkretniej rozmowa z Jess i Simonem. Mam nadzieję że przyjaciółka mnie zrozumie. Chwyciłam za słuchawkę i wystukałam znany mi na pamięć jej numer. Odebrała dopiero po czterech sygnałach.
-Halo- odezwała się
-Hej to ja. Słuchaj może pójdziemy dzisiaj do baru?
-Jasne a o której?
-17:40 pod moim domem?
-Ok. W końcu mam powody żeby się porządnie najebać- powiedziała. Pomyślałam sobie tylko że dopiero później będzie je miała.
-A jak on zareagował?- musiałam o to spytać
-Wiesz nie było najgorzej. Chyba mnie zrozumiał nie miał pretensji albo tak dobrze udawał.
-A ty jak się czujesz?
-Hm.. niech pomylę wolna?
-No tak. To pamiętaj 17:40 u mnie- przesłałam jej telefonicznego buziaka i się rozłączyłam.
                                                             
                                                                       ***

Wyciągnęłam jeszcze z szafy rzeczy które zostawiłam na dzisiaj i jutro. Założyłam skórzane leginsy, szarą koszulkę Sex Pistols z ćwiekami na ramionach, do tego moje kochane martensy. Włosy ułożyłam w niesfornego koka. Usłyszałam dzwonek.
Zabrałam tylko klucze i wyszłam z domu.
-Hej- zawołałam
-Hej piękna. Przez ciebie za każdym razem wpadam w kompleksy!- zaszczebiotała
-Proszę cię. Nie przesadzaj.
 
                                                                ***

Weszłyśmy do klubu i zajęłyśmy miejsca przy barze ,(celowo) kątem oka dostrzegłam Blondasa z Simonem siedzących przy stoliku.
-Danielsa bez popitki proszę-zwróciłam się do barmana
-Dla mnie to samo- powiedziała Jess. Otrzymałyśmy nasze zamówienia a ja cały czas gapiłam sie na żyrafkę. Ten w końcu na mnie spojrzał.
-Jess tam jest Michael i Simon chodź do nich się dosiądziemy
-Chyba żartujesz nie pójdę tam- powiedziała
-Rozumiem że dopiero co się rozstaliście ale my się nadal przyjaźnimy. Nie bądź dzieckiem przecież nie będziesz go unikać do końca życia
-Wiem masz rację ale ja się boję
-Staw temu czoła. Lepiej teraz,będziesz miała to z głowy
-No dobrze chodźmy- zeszłyśmy z wysokich krzeseł i podeszłyśmy do chłopaków.
-Cześć wam- powiedziałyśmy równocześnie. Odpowiedzieli krótkim 'hej'. Usiadłam koło Simona żeby nie stawiać zarówno jego jak i Jess w niekomfortowej sytuacji. Popatrzeliśmy na siebie z blondynem porozumiewawczo. Wyczytałam z ruchu jego warg że to ja mam zacząc. Pokiwałam lekko głową na znak że nie i spojrzałam na niego w stylu "chyba cię pojebało" na co on tylko westchnął i zabrał głos.
-Słuchajcie bo ja z Lizzy chcieliśmy wam coś powiedzieć-zaczął
-Jesteście razem-powiedział Simon
-Aleś ty błyskotliwy. Nie nie jesteśmy razem ale no my jutro wyjeżdżamy.
-Jak to wyjeżdżacie? Gdzie? Na długo?-padła seria pytań od Jess.
-Jutro wylatujemy do Los Angeles i to raczej na stałe-wyręczyłam go
-Co ?!- krzyknęli równocześnie nasi przyjaciele
- No właśnie dobrze słyszeliście- dodałam. Zauważyłam że moja prawie siostra zbiera się na płacz. Szybko usiadłam obok niej i mocno ją przytuliłam.
-Mogę u ciebie zostać na tą ostatnią noc? -wyszlochała
-Jasne kochanie-cmoknęłam ją w policzek.
-O której macie lot-spytał spokojnie Simon. Biedny jest. Niedość że stracił dziewczynę to tego samego dnia dowiedział się o wyjeździe przyjaciół. Ale jego reakcja na to wszystko jest dziwna. Jakby się tym nie przejmował
-O 10 rano- powiedział Michael. Zamówiliśmy sobie trzy butelki Johnego Walkera i zaczęliśmy chlać. Tym razem nawet były chłopak Jess sobie nie szczędził i chlał równo z nami. Niestety skończyło się to dla niego zgonem więc postanowiliśmy odstawić go do domu. Później umówiłam się z żyrafką o 7 30 pod moim domem. Razem z przyjaciółką poszłyśmy do mnie. Kiedy zobaczyła walizki stające w hollu zalała się niekontrolowanym płaczem.
-Shh wszystko będzie dobrze zobaczysz- próbowałam ją uspokoić
-Obiecaj mi że będziemy do siebie dzwonić
-No oczywiście. Obiecuję. Chodź już jest późno a musimy wcześnie wstać.- położyłyśmy się na moim łóżku i w mgnieniu oka zasnęłyśmy.

Obudziłam się o 6 rano. Nie budząc Jess,bezszelestnie udałam się do łazienki. Umyłam włosy śmierdzące alkoholem i dymem papierosowym. Czysta i pachnąca wyszłam z łazienki. Założyłam świeżą bielizne. Założyłam skórzane shorty z wyższym stanem a w nie włożyłam cienką turkusową koszulę na szerokich ramiączkach z kołnierzykiem a na nim jest kilka ćwieków. Na nogi założyłam czarne conversy za kostkę. Na rzęsy nałożyłam tusz. Postanowiłam obudzić śpiącą królewnę.
-Jess wstawaj- szarpnęłam ją za ramię.
-Która jest godzina?-wymruczała
-Dochodzi 7 idź się umyj. Ja będę na dole.
-Ehemm- zeszłam na dół do salonu. Postanowiłam przygotować ostatnie śniadanie w tym domu. Zrobiłam naleśniki i zaparzyłam mocnej kawy. Przypomniałam sobie że powinnam napisać przynajmniej Zostawić Zackowi i cioci jakiś list. Z komody wyciągnęłam kartkę białego papieru i długopis. Położywszy wszystko na ławę usiadłam na fotelu. Zaczęłam kaligrafować:

" Dziękuję wam za wszystko co dla mnie zrobiliście przez ostatnie lata. Postanowiłam ułożyć sobie życie w innym mieście, żyć pełną parą i przynajmniej na razie niczego sobie nie żałować. Razem z Michaelem wylatujemy do Los Angeles. Wiem że to nieodpowiedzialne. Nie martwcie się o mnie, w końcu jestem już dużą dziewczynką.
Przepraszam. Obiecuję że wkrótce się do was odezwę.
Całuję
Lizzy"
Przykleiłam na lodówkę magnesem. Powinni od razu zauważyć, mam taką nadzieję. 
Po chwili na dół zeszła Jess trzymając się za głowę
-Siadaj zrobiłam śniadanie- powiedziałam a ona wykonała moje polecenie.
-Kurwa masz jakąś aspirynę czy coś?-spytała
-Jasne zaraz ci podam- w tym domu jest nadmiar takich tabletek powiedziałam w myślach. Z kuchennej szuflady wyciągnęłam listek tabletek i podałam jej wraz ze szklanką wody.

Dochodzi 7:30, akurat kończę dopijać kawę. Zerknęłam przez okno kuchenne i zobaczyłam Michael'a opierającego się o bok taksówki, ma na nosie okulary przeciwsłoneczne a w gębie ćmika czyli standard. 
-Chyba musimy już iść- wyszeptałam. Powkładałam brudne naczynia do zlewu i zalałam je wodą. 
Trzymając rączki walizek w rękach rozejrzałam się ostatni raz po wszystkich pomieszczeniach obracając się dookoła własnej osi. Wyszłyśmy na werandę. Zakluczyłam drzwi a klucz schowałam pod donicą na werandzie. Blondas chował torby do bagażnika. 
-Mogę jechać z wami?- spytała Jess ze łzami w oczach. Za chwilę ja sama też będę ryczeć ja wół. 
-Jasne że możesz. Wsiadaj Simon już czeka na lotnisku. - powiedział z uśmiechem Michael. Wsiedliśmy do samochodu. Żyrafa obok kierowcy a my z tyłu.
Po piętnastu minutach weszliśmy na lotnisko gdzie czekał nasz przyjaciel ze smutną miną. 

                                                                ***

Zostało parę minut do odprawy. Mamy już bilety i wszystko jest gotowe. Zostało to najgorsze czyli pożegnanie. 
Ja z Jessicą rzuciłyśmy się sobie w ramiona i obydwie zaczęłyśmy ryczeć jak kretynki.
-Lizzy proszę cię nie zapomnij o mnie- wyszlochała
-Jakbym mogła? obiecuję że będę dzwonić.
-Zadzwoń zaraz jak wylądujecie- oderwała się ode mnie i poszła do Michael'a. Słyszałam że szepcą coś sobie na ucho ale nie byłam w stanie zrozumieć o co chodzi bo Simon zaczął mnie mocno ściskać. Jeszcze trochę a bym się udusiła. Po chwili zniknęliśmy za bramkami. 

                                                             ***

Siedzimy już na swoich miejscach w samolocie. Ja przy oknie. Po chwili usłyszeliśmy głos pilota. Przeprowadził małe wprowadzenie odnośnie zachowania podczas lotu.
-Dziękuję za uwagę i proszę o zapięcie pasów- dodał na koniec.  Każdy bezwarunkowo zapiął pasy a samolot skierował się na pas startowy i zaczął nabierać prędkości. Po chwili wzbiliśmy się w powietrze. Prze małe okienko patrzyłam jak bardzo oddalamy się od ziemi. Oczy same zaczęły mi się zamykać ale jakoś nie mogłam zasnąć. Położyłam głowę na ramieniu przyjaciela i mocno zamknęłam powieki. 
Minęło 10 minut i wciąż nie mogę zasnąć. Michael delikatnie głaskał mnie po policzku wierzchem dłoni.
-Nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy maleńka- wyszeptał i cmoknął mnie w głowę. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego że w cale nie śpię. No ale bardziej zastanawia mnie fakt dlaczego nie może mi tego powiedzieć prosto w oczy? Ale z niego tchórz. Coś mnie jednak podkusiło i mocniej przykleiłam się do jego torsu. On tylko ciężko westchnął. Uśmiechnęłam się pod nosem a po chwili na prawdę odpłynęłam do krainy snów. 

                                                            ***

Stoimy przed budynkiem lotniska w LA. Upał jest kurwa jak 150 ale tu tu chyba normalne!
Dobrze że się ubrałam tak a nie inaczej. Teraz pozostaje nam złapać taksówkę.



~~~~
________

Serio nie wiem jak to się stało że mi się usunął rozdział ale myślę że jest ten jest bardzo podobny. Przynajmniej starałam się opisać wszystko tak samo.


Przypominam jeszcze raz o zakładce "Informowani" to bardzo ważne bo nie chce komuś niepotrzebnie robić spamu!
:*
xoxo